OSTATNIO DODANE

WSZYSTKIE WPISY

Sernik kremowy z polewą z białej czekolady

15 lipca 2019


 

Miałam ogromną ochotę na ten sernik…Kremowy, delikatny, z kokosową nutką i z polewą z białej czekolady <3 Wyobraziłam sobie jego smak i postanowiłam zaspokoić swoją zachciankę. Od dziecka mam tak, że jeśli dopadnie mnie nieokiełznana ochota na coś konkretnego to po prostu muszę zaspokoić ten głód-  nieważne czy jest to deser „Mikołaj” z bielskich Delicji, ciepły pączek z nadzieniem wiśniowym z „Tradycyjnej paczkarni”,  domowe żeberka z cebulką, risotto ze szparagami,  wrap z Mc Donald’s  czy ukochany makowiec z „Miód Maliny”.

Nie raz zdarzyło mi się zagniatać ciasto na pierogi o godzinie 20, podsmażać grzyby z cebulą, szatkować kapustę-wszystko dla 10 minut przyjemności o godzinie 22 ;).

Wyznaję zasadę, że organizmu należy słuchać…również w drugą stronę- jeśli nie mam ochoty na jedzenie to nie jem na siłę.

Z takich pragnień powstają czasami bardzo fajne przepisy…i tak było w przypadku tego serniczka. Upieczony w kąpieli wodnej pozostał idealnie równy, nie popękał i nie zarumienił się. Trzeba jednak wykazać się cierpliwością w oczekiwaniu, aż sernik porządnie się schłodzi-minimum 10-12 godzin w lodówce.  Serdecznie polecam <3

 

 

Składniki na spód:

75 g masła, roztopionego

160 g ciastek „Łakotki” o smaku kokosowym

Składniki na masę serową:

1000 g twarogu zmielonego przynajmniej dwukrotnie lub twarogu z wiaderka

250 g cukru

3 łyżki mąki pszennej

1 opakowanie cukru wanilinowego lub 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii

3 duże jajka

1 żółtko

200 g kwaśnej śmietany 18%

Na polewę:

100g- 1 tabliczka białej czekolady

1 łyżka oleju kokosowego nierafinowanego

2 łyżki śmietanki 30%

 

 

Ciastka rozdrobnić blenderem lub wałkiem na piasek, wymieszać z roztopionym masłem. Tortownicę o średnicy 23 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Masę ciasteczkową wcisnąć w dno, wyrównać, schłodzić pół godziny w lodówce.

Wszystkie składniki na masę serową zmiksować na średnich obrotach miksera- niezbyt długo bo masa nie powinna się napowietrzyć. Masę serową wylać na schłodzony spód.

Sernik pieczmy w kąpieli wodnej. Zagotować wodę w czajniku, owinąć formę podwójnie złożoną folią, co zabezpieczy sernik od wody w trakcie pieczenia. Formę z sernikiem umieścić w większej formie lub naczyniu żaroodpornym, do którego należy nalać wodę do połowy wysokości formy z sernikiem. Można też wylać wrzątek na blachę z wyposażenia piekarnika jeżeli mamy obawy przed tym, że nie uda nam się idealnie zabezpieczyć tortownicy folią. Wtedy blaszkę umieszczamy piętro niżej w piekarniku niż sernik.

Piekarnik nagrzać do 180°C. Wstawić formę z sernikiem i piec przez 10 minut. Po tym czasie obniżyć temperaturę do 110ºC i piec dodatkowe 35 minut* (lub dłużej, dopóki cała powierzchnia sernika nie będzie ścięta i sprężysta; sprawdzamy dotykając delikatnie  powierzchni sernika na środku).

Wyłączyć piekarnik, sernik pozostawić w nim do przestudzenia na 1 godzinę, lekko uchylając drzwiczki. Wyjąć z piekarnika, ostudzić w formie.

W kąpieli wodnej rozpuścić czekoladę- w misce umieszczonej na garnku z gotującą się delikatnie wodą umieścić połamaną czekoladę, 1 łyżkę nierafinowanego oleju kokosowego i dwie łyżki śmietanki kremówki, wszystko razem ogrzewać, aż czekolada wyraźnie zmięknie- następnie wymieszać wszystko na gładką polewę- przestudzić i wylać na sernik, z wierzchu posypać obficie borówkami (można też posypać borówkami każdą porcję sernika przed samym podaniem)

Zabezpieczyć tortownicę od góry folią spożywczą i schładzać przez kilkanaście godzin w lodówce.

 

 

 

 

 

Zobacz cały wpis >

Klasyczne brownie


Od czasu do czasu mam ochotę na ciasto czekoladowe… tym razem zrobiłam o najbardziej czekoladowe z czekoladowych czyli klasyczne „Brownie”. Lubię je zarówno na ciepło podane z odrobiną bitej śmietany i ze świeżymi owocami jak i na zimno zapakowane na wynos. Można też ułożyć na wierzchu ciasta kawałki truskawek lub całe maliny i tak upiec ciasto. Charakterystyczną cechą brownie jest struktura ciasta po upieczeniu przypominająca klasyczny zakalec oraz intensywny czekoladowy smak.

 

 

 

Składniki na blaszkę 20×30 cm:

200 g masła

200 g czekolady gorzkiej lub deserowej

3 jajka

250 g drobnego cukru

130 g mąki pszennej

dodatkowo do podania:

świeże truskawki lub maliny

opcjonalnie bita śmietana

 

 

Piekarnik rozgrzać do 160 stopni C.  Formę wyłożyć papierem do pieczenia. Masło roztopić w rondelku, wrzucić połamaną czekoladę i odczekać na chwilę, aż zmięknie pod wpływem ciepła. Wymieszać całość rózgą kuchenną na gładką polewę.

W osobnym naczyniu wymieszać jajka z cukrem. Wlewać stopniowo polewę czekoladową i miksować jednocześnie. Na koniec wsypać mąkę i dokładnie zmiksować całość. Przełożyć ciasto na przygotowaną blaszkę. Piec ciasto przez 30-35 minut . Jeżeli użyjemy nieco mniejszej blaszki pieczemy chwilę dłużej, jeżeli nieco większej to chwilę krócej. Ważną rzeczą jest by ciasta nie piec dłużej niż to konieczne, bo wyschnie i straci swą charakterystyczną strukturę.

 

* * *

 

 

 

 

 

Zobacz cały wpis >

Ulubione “placuchy” naszych dzieci

5 maja 2019


 

Jest kilka rzeczy, które zawsze mam w lodówce masło, biały ser, kefir i jajka… tego nie może zabraknąć. Między innymi dlatego, że nasze dzieci uwielbiają „placuchy” i my z resztą też … Na blogu jest już kilka przepisów na różne placuszki, ale te są absolutnie najlepsze. Dokładnie ten przepis odtwarzamy średnio raz w tygodniu- na śniadanie, na podwieczorek, na obiad i na kolację- kiedy nasze chłopaki mówią „Mamo zrobisz placuchy?”, to już wiem, że się nie wywinę. To w zasadzie modyfikacja TEGO przepisu , którą opatentował kiedyś mój mąż, kiedy zabrakło w nam mleka zastąpił go kefirem i zamiast sody użył proszku do pieczenia i to był strzał w dziesiątkę! Kiedy wróciłam z pracy czekały na mnie najpyszniejsze placuszki na świecie…Może dlatego, że zrobione od serca i jeszcze ciepłe, a może dlatego, że są po prostu wspaniałe i takie delikatne <3. Przez te właśnie placuchy-bo tak nazywają je nasze chłopaki prawie nigdy nie robię naleśników, bo kiedy mamy ochotę na słodki obiad wybieramy placuszki. To jeden z tych przepisów, które możecie „sprzedać” swoim mężom, żeby mieli w go swoim repertuale, na wypadek gdyby chcieli przygotować Wam śniadanie do łóżka 😉 lub gdy zostają sami z dziećmi w domu 😊.  Wszystkie składniki wrzucamy do wysokiego naczynia, następnie blendujemy i smażymy- nie ma opcji, żeby coś poszło nie tak :). Serdecznie polecam.

 

 

 

Składniki na około 18 placuszków:

250 g półtłustego twarogu (typu klinek)

1/2 szklanki kefiru

2 jajka

opakowanie cukru wanilinowego

3 łyżki cukru

szczypta soli

140 g mąki (prawie pełna szklanka)

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

olej do smażenia  

 

 

 

Wszystkie składniki umieścić w wysokim naczyniu, zblendować całość na gładką masę. Na patelni rozgrzać odrobinę oleju i smażyć placuszki na złoty kolor (1  łyżka masy=1 placuszek).

Smażymy na średnim ogniu- u mnie na indukcji 5.

Ja lubię dodać odrobinkę masła pod koniec smażenia każdej partii- dzięki temu placuszki są jeszcze pyszniejsze, ale trzeba dwa razy podczas smażenia wyczyścić  patelnię ręcznikiem papierowym, bo masło lubi się przypalać.

 

 

 

 

 

 

Pewnie macie już dość tych wszystkich kwiatków na moim blogu, ale naprawdę nie potrafię się oprzeć… Tak bardzo cieszę się z konwalii, ukochanych kwitnących jabłoni i tych maleńkich niebieskich polnych kwiatuszków… z każdego spaceru muszę sobie coś przynieść do domu <3 Wiele zapachów kojarzy mi się z dzieciństwem…Moja babcia miała kiedyś dużo kwiatów w ogródku, między innymi mnóstwo konwalii, których zapach dosłownie przenosi mnie w przeszłość. Zbierałam te maleńkie bukieciki i przynosiłam do swojego pokoju…wtedy nie miałam pojęcia, że tak powstają przyszłe „dobre wspomnienia”, które dziś przywołuję podświadomie, kiedy czuję zapach konwalii…  Podobnie miałam z zapachem fioletowego bzu lilaka … Choć długo nie mogłam sobie przypomnieć dlaczego kiedy czuję ten zapach to czuję się taka wolna i szczęśliwa to dziś już wiem… Taki krzak rósł w ogrodzie mojej cioci „za płotem” tuż przy huśtawce…i to nie byle jakiej, ręcznie robionej, na której można było się huśtać na stojąco, tylko trzeba było uważać żeby nie „przekręcić się dookoła ” 😉.                                                                    

 

* * *                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                 

Zobacz cały wpis >

Tartaletki Crème brûlée

3 maja 2019


 

Crème brûlée to jeden z moich ukochanych deserów…. Uwielbiam go za aksamitną konsystencję, waniliowy smak i oczywiście za chrupiącą karmelową skorupkę <3 Tym razem skusiłam się na mini tarty z takim pysznym nadzieniem. Do dekoracji użyłam moich  ślicznych miniaturowych bratków…na szczęście mam ich pod dostatkiem, ale świetnie pasują do tego deseru maliny lub inne owoce jagodowe. Warstwa ciasta kruchego powinna być jak najcieńsza, by pysznego nadzienia zmieściło się jak najwięcej <3 Jeśli lubicie crème brûlée tak jak ja to polecam zakupić mały palnik do karmelizowania cukru…. Zapach podczas przygotowania deseru jest bezcenny <3 Jeśli nie macie zbyt wiele czasu to przygotujcie klasyczną wersję  deseru z TEGO przepisu.

 

 

Składniki na około małych 20 tartaletek:

na ciasto kruche:

150 g mąki pszennej

100 g zimnego masła pokrojonego na kawałki

50 g cukru pudru

1 żółtko

szczypta soli

nadzienie:

1 szklanka kremówki  (250 ml)

3 duże żółtka

1 łyżeczka ekstraktu z wanilii lub dwie łyżeczki cukru wanilinowego

1 czubata łyżka cukru

na wierzch:

drobny biały cukier lub cukier trzcinowy

miniaturowe bratki lub maliny, jagody itp.

 

Z podanych składników zagnieść ciasto kruche, owinąć folią i schłodzić w zamrażarce przez 10 minut.

Wałkować cieniutko kawałki ciasta i wyklejać metalowe foremki do babeczek lub tartinek ( o średnicy ok. 6 cm).  Nasmarować je roztrzepanym białkiem jajka-dzięki temu nie będą wchłaniać tak szybko wilgoci z nadzienia. Umieścić w piekarniku rozgrzanym do 200 stopni C i piec tartinki  na złoty kolor. Wyjąć i przestudzić. W tym czasie przygotować nadzienie.

Śmietankę wlać do rondelka, dodać cukier, łyżeczkę ekstraktu waniliowego lub cukier wanilinowy, podgrzewać całość na średnim ogniu,  mieszać aż cukier się rozpuści,  zdjąć z palnika jak  śmietanka będzie już bardzo gorąca, ale zanim zacznie wrzeć.

Żółtka umieścić w misce, dodać 2 łyżki gorącej śmietanki i wymieszać rózgą kuchenną , stopniowo wlewać resztę śmietanki, za każdym dodaniem mieszając całość.  Nie napowietrzać mieszanki- powinna być zupełnie płynna, bez pęcherzyków powietrza.

Piekarnik rozgrzać do 100 stopni C. Przygotować kruche spody, umieścić je na blaszce, przelać do nich płynną mieszankę i wstawić do piekarnika. Piec przez ok 25-30 minut (nadzienie powinno być ścięte na środku). Wyjąć, wystudzić, schłodzić porządnie w lodówce.  Przed podaniem wsypać na powierzchnię każdego deseru po łyżeczce cukru trzcinowego lub drobnego cukru do wypieków  i skarmelizować cukier używając specjalnego palnika. Podawać od razu udekorowane owocami lub jadalnymi kwiatami.

 

* * *

 

 

 

 

Zobacz cały wpis >

Najlepsza babka cytrynowa

7 kwietnia 2019


 

W tym roku Wielkanoc jest stosunkowo późno, ale bardzo się z tego powodu cieszę, bo lubię ten czas oczekiwania na święta, lubię stopniowe przygotowania, sadzenie kwiatów, dekorowanie domu…To wszystko sprawia mi ogromną przyjemność, być może dlatego, że wiosna to moja ukochana pora roku i czerpię z niej garściami.  Ta babka jest u mnie obowiązkowym wypiekiem, bez którego dziś nie wyobrażam sobie świąt, najbardziej smakuje nam jeszcze lekko ciepła, ale pilnuję, żeby coś przetrwało do śniadania wielkanocnego, dlatego przechowuję ją w szczelnym pojemniku, by nie traciła swej wilgoci. Przeważnie dosypuję do niej jeszcze łyżkę maku, który jest fajnym chrupiącym elementem, ale tym razem nie miałam go w zapasie. Do ciasta dodajemy skórkę otartą z dwóch sporych cytryn, a dodatkowo obficie nasączamy ją syropem cytrynowym <3 Jest słodko-kwaśna, wilgotna i mocno cytrusowa. Serdecznie polecam!

 

Składniki na formę do babki o pojemności 1,3-1,5l:

200 g masła

180 g mąki pszennej

160 g cukru

3 duże jajka (ewentualnie 4 małe)

1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

2 łyżeczki cukru wanilinowego

skórka otarta z dwóch dużych cytryn

1-2 łyżki suchego maku (można pominąć, ale warto dodać 😉)

na syrop:

sok z dwóch dużych i soczystych cytryn

100g drobnego cukru do wypieków

 

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. Mąkę pszenną i proszek do pieczenia – przesiać, dodać mak jeśli używamy, wymieszać i odłożyć na moment.

W misie miksera umieścić masło, cukier wanilinowy i zwykły cukier. Utrzeć do powstania jasnej i puszystej masy maślanej. Dodawać jajka, jedno po drugim, ucierając do całkowitego połączenia się składników po każdym dodaniu. Dodać otartą skórkę z cytryny i utrzeć. Dodać przesiane i odłożone suche składniki, wymieszać szpatułką do połączenia się składników, nie dłużej.

Formę do babki wysmarować masłem i oprószyć mąką pszenną, nadmiar mąki strzepać. Przelać do niej ciasto, wyrównać (masa powinna sięgać mniej więcej do ¾ wysokości formy). Piec w temperaturze 160ºC przez  50 minut lub dłużej, do tzw. suchego patyczka. 

Po wyjęciu z piekarnika ciasto natychmiast gęsto ponakłuwać  patyczkiem do szaszłyków i nasączyć mieszanką soku z cytryny i cukru (cukier nie powinien się rozpuścić ). Każdą kolejną łyżkę wylewać na ciasto po wsiąknięciu poprzedniej. Przestudzić. Wyjąć z foremki, kroić i podawać lub przechowywać w szczelnym pojemniku.

 

 

 

* * *

 

 

Zobacz cały wpis >

Babeczki śmietankowo-malinowe

4 kwietnia 2019


 

Dawno nie dodawałam przepisu na babeczki, ale myślę, że na ten przepis warto było czekać... Jeśli znacie i lubicie robić moje kultowe babeczki śmietankowo-karmelowe, to z łatwością zrobicie te z dzisiejszego przepisu- w smaku zasadniczo się różnią, ale sposób wykonania jest podobny. Lekkie biszkoptowe spody obficie nadziane malinową pianką, odrobina bitej śmietany z wierzchu i dekoracja z liofilizowanych malin <3 to ukłon w stronę osób, które nie przepadają za zbyt słodkimi wypiekami, a raczej preferują rześkie lekko kwaśne desery.  Serdecznie polecam <3.

Ps. Podaję przepis na 24 średnie babeczki, w sam raz na przyjęcie dla kilkunastu osób. Jeżeli nie posiadacie dwóch foremek do pieczenia babeczek (2x12), przepis na biszkopt należy podzielić na pół i piec babeczki w dwóch partiach, bo ciasto biszkoptowe nie może zbyt długo czekać na pieczenie.

 

 

Składniki na 24 średnie babeczki:

6 jajek

200 g cukru

2 łyżeczki cukru wanilinowego

150 g mąki pszennej np. tortowej

60 g mąki ziemniaczanej

na nadzienie:

250 ml dobrze schłodzonej śmietanki kremówki 30%

200 g mrożonych malin

1 malinowa galaretka

175 ml wrzątku

na wierzch:

250 g mascarpone (schłodzone)

500 ml śmietanki kremówki 30 % (schłodzonej)

1 łyżeczka cukru wanilinowego

2 łyżeczki cukru pudru (lub troszkę więcej)

Do dekoracji świeże lub liofilizowane maliny

 

Piekarnik rozgrzać do 165 ºC. Białka bardzo starannie oddzielić od żółtek. Dodać do białek szczyptę soli i ubić mikserem na sztywną pianę (nie dłużej-żeby nie „przebić” piany). Stopniowo dodawać cukier i cukier wanilinowy cały czas ubijając. Dodać żółtka i dalej ubijać. Na koniec do piany przesiać przez sitko mąkę i wyłączonym mikserem lub szpatułką wmieszać delikatnie mąkę w masę.

Dwie formy do muffinek wyłożyć papilotkami i rozdzielić do nich masę, tak by papilotki były wypełnione  ponad połowę ich wysokości. Ja przekładam masę biszkoptową do dużego rękawa cukierniczego z odciętym rogiem i tak napełniam babeczki. Piec wszystkie babeczki jednocześnie na dwóch poziomach piekarnika (z termoobiegiem) przez około 15 minut (do suchego patyczka– nie dłużej, żeby nie przesuszyć babeczek. Wystudzić w temperaturze pokojowej.

Zrobić wgłębienia w wystudzonych babeczkach- nie za duże i nie za małe 😉 Ja „wyrywam”  środki babeczek za pomocą szczypców do lodu.

Przygotować nadzienie truskawkowe.

Zagotować wodę, odmierzyć  175 ml. Dokładnie rozpuścić galaretkę w podanej ilości wrzątku. Ubić schłodzoną śmietanę „na sztywno”- uważając, żeby jej nie przebić.

W dużej misce umieścić zamrożone maliny, zalać gorącą galaretką i zblendować całość od razu- powinna powstać malinowa  puszysta pianka.

Wlewać strumieniem piankę do bitej śmietany i miksować na wolnych obrtach.

Szybko przełożyć masę do przygotowanego wcześniej jednorazowego rękawa cukierniczego z odciętą końcówką i nadziewać wydrążone babeczki. Można też nakładać nadzienie z pomocą dwóch małych łyżeczek.

W misie miksera umieścić mascarpone oraz bardzo zimną śmietankę, miksować najpierw na wolnych obrotach, następnie na coraz szybszych, aż do uzyskania dość gęstego kremu. Przełożyć całość do rękawa cukierniczego z ozdobną końcówką i udekorować babeczki.

Z wierzchu udekorować malinami- w sezonie świeżymi, a poza sezonem liofilizowanymi. Przechowywać w lodówce w zamykanym pojemniku na ciasto.

 

 

 

 

* * *

 

 

Zobacz cały wpis >

Pączusie w kształcie serc nadziewane konfiturą owocowo-różaną

15 lutego 2019


 

 

Walentynki obchodziliśmy w tym roku na bogato… w sensie bardzo kalorycznie 😉 bo oprócz białych trufli zrobiłam pączusie, które ponadziewałam pyszną konfiturą owocowo-różaną. W związku z tym, że w zeszłym roku nie przygotowałam domowej konfitury różanej, bo róża damasceńska, z której rwałam obficie kwiaty, została niestety wycięta i jeszcze nie znalazłam dla niej zastępstwa musiałam przygotować na szybko jakiś dobry zamiennik różanego nadzienia do pączków. Niskosłodzoną konfiturę wiśniową zblendowałam z pokruszonymi liofilizowanymi malinami, które zostały mi po truflach oraz z pokruszonymi pączkami suszonych róż (wyłowiłam je z mojej herbatki kwiatowo-owocowej, o której kiedyś Wam opowiem). W ten sposób powstało nadzienie do moich pączusiów. Jeśli chodzi o przepis na ciasto drożdżowe to skorzystałam z mojej sprawdzonej receptury, która jest już na blogu, ale uczciwie muszę przyznać, że o wiele mniej pracy jest przy zwykłych okrągłych  pączkach, bo wcale nie tak łatwo wyciąć zgrabne serca z tak delikatnego ciasta… <3 Mimo to, nie żałuję włożonej pracy, bo efekt był zadowalający ;). Domowe pączki to kolejna słodycz, do której mam słabość, ale smażę je nie częściej niż  dwa-trzy  razy w roku.  Natomiast ciepłe pączki zdarza mi się jeść całkiem często, bo ilekroć przechodzę przez ulicę 11 Listopada w Bielsku-Białej wstępuję do „Tradycyjnej Pączkarni” na ciepłego pączka z wiśnią i lukrem -są to najporządniej nadziane pączki z jakimi się spotkałam <3.

 

 

 

Składniki na około 30 serc :

1/2 kg mąki 

1 szklanka mleka

1/4  szklanki cukru

1 opakowanie cukru wanilinowego

1/3 łyżeczki soli

25 g drożdży

2 całe jajka + 2 żółtka (roztrzepane razem w miseczce)

1 łyżka spirytusu (ew. 2 łyżeczki octu)

1/4 szklanki oleju

do smażenia:  olej rzepakowy lub smalec

do nadziewania: ulubiona konfitura  

na lukier: szklanka cukru pudru+ trzy łyżki wrzątku

 

 

Do miski przesiać mąkę. W rondelku podgrzać lekko mleko. Dodać cukier, cukier wanilinowy oraz sól, mieszać, aż mieszanka się rozpuści. (Mieszanka ma być letnia jak kąpiel dla niemowlaka ;). 

Drożdże rozkruszyć do małej miseczki i zalać 1 łyżką letniej mieszanki. Rozetrzeć drożdże łyżeczką, aż staną się płynne. Wlać wszystko do miski z mąką, wlać roztrzepane jajka  i spirytus. Wyrabiać ciasto, następnie wlać olej i dalej wyrabiać, aż ciasto będzie odchodzić od brzegów miski i dłoni. 

Przykryć ściereczką miskę z zarobionym ciastem i odstawić do wstępnego wyrośnięcia na 30 minut. Po tym czasie ponownie zarobić cisto i odstawić na kolejną godzinę. (Powinno podwoić objętość).

Wyjąć ciasto z miski na oprószony mąką blat, rozpłaszczyć, uformować wałek i odcinać kawałki ciasta. Wałkować je na grubość 0,5-1 cm i wycinać serca foremką do ciastek i układać je na blacie oprószonym mąką. Odstawić do wyrośnięcia na około 30-35 minut. Powinny się delikatnie  „napuszyć”, ale nie przerosnąć.

Rozgrzać olej- ja smażę na głębokiej patelni. Dobra temperatura oleju to podstawa udanych, dobrze wypieczonych pączków. Rozgrzewam na dużej mocy palnika, wrzucam kawałek ciasta na próbę- powinien  szybko wypływać na wierzch, ale powoli się rumienić-gdy tak się dzieje to znak, że temperatura jest ok. Wtedy zmniejszam  moc palnika i wrzucam po 4-5 pączków  „górą do dołu” – smażę. Pączki obracam tylko raz, należy cały czas obserwować czy się już zarumieniły z dołu, następnie odwrócić. Usmażone odkładać na kratkę cukierniczą lub papierowe ręczniki, nadziewać i lukrować.

Nadziewanie pączków:  najwygodniej rękawem cukierniczym z tylką do nadziewania lub szprycą. Najlepiej nadziewać jeszcze gorące pączki.

Rada: Najlepiej smażyć na średniej mocy palnika, na płycie indukcyjnej rozgrzewam na 8, gdy olej ma już dobrą temp. zmniejszam na 4-5 i tak smażę do końca wszystkie pączki- powinny smażyć się powili, by ładnie się zarumieniły i wypiekły w środku. Powinny swobodnie ”pływać ” w tłuszczu. Przy większych pączkach zaraz po wrzuceniu ich na tłuszcz można na moment podnieść temperaturę, ale cały czas ją kontrolować.

 

* * *

 

 

 

 

Zobacz cały wpis >

Białe trufle w pudrze malinowym

14 lutego 2019


 

Moja ulubiona czekolada to… biała czekolada <3 Wiem, że dla niektórych jest to profanacja prawdziwej czekolady, ale ja mam do niej wielką słabość i potrafię zjeść tabliczkę na jednym posiedzeniu ;). Kiedyś zobaczyłam podobne trufle na Instagramie, ale bez przepisu…Metodą prób i błędów udało mi się stworzyć recepturę doskonałą <3.  Uwielbiamy białe pralinki Lindt, a te są według mojego męża lepsze, bo malinowa otoczka dodaje kwintesencji i przełamuje słodycz. Przygotowanie takich pralinek jest dziecinnie proste, wystarczy rozpuścić białą czekoladę nad parą wodną, połączyć ją z mascarpone i łyżką oleju kokosowego (na etapie miksowania masa smakuje jak nadzienie z Raffaello ;D ).  Pralinki nie są tanie w przygotowaniu ze względu na liofilizowane maliny, ale myślę, że warto ich skosztować jeśli tak jak ja lubicie białą czekoladę <3

 

 

 

Składniki na 12 pralinek:

200 g białej czekolady

100 g mascarpone

1 łyżka oleju kokosowego nierafinowanego

20 g liofilizowanych malin

*można dodać 1 łyżkę likieru malinowego lub wódki na etapie miksowania

 

Czekoladę połamać, wsypać do miski razem z łyżką nierafinowanego oleju kokosowego, a miskę umieścić na garnku z delikatnie gotującą się wodą.

Biała czekolada nie lubi zbyt wysokiej temperatury, dlatego ważne jest żeby jej nie przegrzać, bo wówczas może się zważyć. Ja umieszczam w misce razem z czekoladą małą metalową rózgę kuchenną, która również się ogrzewa i łatwiej jest mieszać płynną czekoladę. Gdy tylko czekolada osiągnie jednolitą gładką konsystencję, należy przestać ją ogrzewać.

W niedużym naczyniu miksować przez chwilkę mascarpone i stopniowo wlewać płynną czekoadę. Miksować całość od połączenia. Przełożyć masę  do małego pojemnika z pokrywką i umieść w lodówce do czasu kiedy masa stwardnieje tak by dał się formować pralinki.

Ja jestem niecierpliwa więc włożyłam pojemnik z masą truflową do zamrażarki.

Liofilizowane maliny umieścić w pojemniku malaksera i zblendować na pył (można też przetrzeć je przez sitko.  Z dość twardej masy truflowej formować pralinki (ja pomagam sobie łyżką do melona) i obtaczać je w malinowym pudrze. Zjadać od razu lub schłodzić w szczelnym pojemniku.

* * *

 

 

 

 

 

* * *

Zobacz cały wpis >

Profiterolki w polewie czekoladowej z liofilizowanymi malinami

27 stycznia 2019


 

 

Profiterolki w takim wydaniu jadłam po raz pierwszy w naszej ostatnio ulubionej bielskiej restauracji Gallo Nero . Kiedy  skosztowałam tego deseru wiedziałam, że muszę odtworzyć ten przepis na blogu.

Bardzo spodobał mi  się pomysł wykorzystania do dekoracji i urozmaicenia smakowanego liofilizowanych malin. Liofilizacja to metoda suszenia owoców (lub innych produktów spożywczych) w taki sposób by były kruchutkie i chrupiące. Owoce zostają najpierw zamrożone metodą szokową, następnie zostaje odparowana z nich woda, w taki sposób , że lód zamienia się bezpośrednio w parę wodną (z pominięciem stanu ciekłego). Takie maliny są naprawdę smaczne i mają bardzo skoncentrowany smak, dlatego już niewielki ich dodatek bardzo wzbogaca  deser.

Ja kupuję liofilizowane owoce w moim ukochanym sklepie herbacianym, nie są zbyt tanie, ale zdecydowanie warto mieć je w swoich szafkach kuchennych, należy je przechowywać w szczelnym pojemniku, a deser dekorować przed samym podaniem, bo pod wpływem wilgoci przestają być kruchutkie, a stają się „gumowe”-ale nadal są bardzo pyszne.  

Profiterolki czyli maleńkie ptysie wypełniłam tym razem prostym kremem śmietankowo-waniliowym. Jeśli macie ochotę, to do polewy możecie dodać odrobinę alkoholu, ja tym razem się nie skusiłam.

Dzisiejszy przepis przygotowałam dla Was z myślą o zbliżających się Walentynkach, ale możecie go wykorzystać nie tylko przy okazji romantycznych kolacji we dwoje, ale również dla większej ilości gości. Tak podane profiterolki wyglądają bardzo efektownie, a naprawdę łatwo je zrobić.

 

 

Składniki na 25 profiterolek:

 

na ciasto parzone:

1/2 szklanki wody

50 g masła

podwójna szczypta soli

1/2 szklanki mąki pszennej, np. tortowej

2 duże jajka

pół łyżeczki proszku do pieczenia

na krem:

300 ml śmietanki kremówki 30%

250 g mascarpone

1 czubata łyżka cukru pudru

1 opakowanie cukru wanilinowego

na polewę:

200 ml śmietanki kremówki 30 %

1 tabliczka gorzkiej czekolady

1 czubata łyżka cukru pudru

*kieliszek likieru Baileys lub innego

 

 

W rondelku zagotować wodę, z masłem i solą. Na moment zdjąć z palnika wsypać mąkę i ucierać drewnianą pałką cukierniczą. Wrócić z garnkiem na średnio rozgrzany palnik i przez około 5 minut ucierać nieprzerwalnie masę, aż do momentu, gdy mąka się sparzy, a ciasto nabierze szklistego połysku. Zdjąć z palnika, przełożyć ciasto z garnka do miski i odstawić na 10 minut. Po tym czasie miksować masę aż będzie letnia i rozdrobni się na wiele małych kuleczek. Wbić jedno jajko, miksować tak długo, aż wchłonie się w ciasto, następnie wbić drugie jajko i ponownie miksować do połączenia.  Na koniec dodać proszek do pieczenia i jeszcze chwilę miksować. Piekarnik rozgrzać do 190-200 stopni C. Przełożyć ciasto do rękawa cukierniczego z odciętym rogiem lub z zamocowaną niedużą okrągłą tylką. Wyciskać na blachę wyłożoną papierem do pieczenia małe trzycentymetrowe porcje ciasta zachowując średnie odstępy.  Piec około 20-25 minut, aż do wyraźnego wypieczenia się profiterolek. Wystudzić na kratce i w razie konieczności przechowywać w otwartym pojemniku.

Przygotować krem- w naczyniu do ubijania umieścić śmietankę, mascarpone, i cukier wanilinowy ubijać na średnich obrotach miksera, następnie na większych, a gdy masa zgęstnieje dodać cukier puder i jeszcze chwilkę ubijać.

Wystudzone profiterolki nadziewać kremem używając szprycy lub worka cukierniczego ze specjalną tylką do nadziewania-to drobiazg, który warto kupić jeśli go nie macie. Profiterolki umieścić w dużym plastikowym pojemniku (jedną obok drugiej w jednej warstwie), następnie schłodzić w lodówce.

Przygotować polewę. W rondelku podgrzać śmietankę z cukrem pudrem, wyłączyć palnik. Wsypać połamaną czekoladę, tak by była zanurzona w gorącej śmietance, odstawić na dwie minuty. Po tym czasie (dodać alkohol jeśli używamy) wymieszać polewę rózgą kuchenną, aż będzie gładka i błyszcząca. Polewę wystudzić, a następnie zalać nią profiterolki. Pojemnik szczelnie zamknąć lub zabezpieczyć folią aluminiową. Podawać  na talerzykach posypane liofilizowanymi lub świeżymi malinami.

 

 * * *

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zobacz cały wpis >

Prażone jabłka z żurawiną i mascarpone


 

Za oknem mroźnie i prószy śnieg…zima trwa w najlepsze <3  To dla mnie czas, który pachnie cynamonem i goździkami, czas spokojnej muzyki i dobrych książek. Taki już jest rytm przyrody i ja to w pełni akceptuję i się z nim utożsamiam, choć muszę przyznać, że coraz częściej w głowie mi wiosna.

Zimą uwielbiam robić desery na ciepło, bardziej niż o każdej innej porze roku z oczywistych względów…Jest w tym jakaś magia, kiedy po powrocie z niedzielnego spaceru, rozpalamy ogień w kominku, zaparzamy kawę, a na patelni prażą się jabłka z cynamonem i mielonymi goździkami, które pachną tak pięknie.  To kolejny przepis, do którego wykorzystuję żurawinę, choć tu dodaję jej zaledwie odrobinę, ale dopełnia ona te zimowe smaki podobnie jak mój ulubiony miód akacjowy <3

 

 

Składniki na 2-4 porcje:

4 średnie jabłka (najlepiej soczyste i niezbyt słodkie)

2 łyżki masła

1-2 łyżki miodu akacjowego

garść świeżej lub mrożonej żurawiny

1 łyżeczka przyprawy do szarlotki lub mielonego cynamonu

szczypta mielonych goździków

kilka kropel soku z cytryny

można dodać skórkę startą z jednej pomarańczy

4 łyżki mascarpone

 

 

Jabłka obrać, pokroić w kostkę lub cienkie plastry i skropić delikatnie sokiem z cytryny. Na patelni roztopić masło dodać jabłka i prażyć przez kilka minut, dodać żurawinę, miód oraz przyprawy (skórkę pomarańczy jeśli mamy), zmniejszyć nieco moc palnika i prażyć całość jeszcze kilka chwil. Podawać na ciepło, na każdej porcji układając łódeczkę mascarpone oprószoną cynamonem. W razie konieczności dosłodzić płynnym miodem.

 

* * *

 

 

 

 

* * *

 

 

 

Zobacz cały wpis >



 

Wszelkie prawa zastrzeżone. My Sweet World.pl