OSTATNIO DODANE

WSZYSTKIE WPISY

Szwedzkie bułeczki kardamonowe z cynamonem

17 stycznia 2021


 

    Dawno nie czułam zapachu świeżo pieczonego ciasta drożdżowego, kojącego moje zmysły, sprawiającego, że dom staje się jeszcze bardziej przytulny i ciepły. Nadszedł upragniony dzień ,  w którym  w końcu udało mi się zaspokoić tą tęsknotę. Kilka dni wolnego w pracy było mi bardzo potrzebne, by nabrać nieco dystansu, odetchnąć innym powietrzem, odkurzyć pasje i przyjemności, na które po prostu nie miałam ostatnio siły i czasu.  Są ludzie i rzeczy, którzy podcinają mi skrzydła, ale są też na szczęście ludzkie Anioły, momenty oraz rzeczy które mnie uskrzydlają i to dla tych drugich chcę poświęcać moją energię. Dlatego kocham spędzać czas robiąc to co lubię, muszę  czuć ,że jestem w tym wolna, wówczas jestem sobą w 100 % i to daje mi niesamowite poczucie spełnienia i szczęścia.

Tak właśnie czuję się, gdy słuchając muzyki piekę ciasto drożdżowe- nie ważne w jakiej formie… A gdy do tego dochodzi zapach cynamonu, a za oknem świat  zrobił się cudnie biały i zmarznięte dzieci właśnie wróciły z sanek i nie mogą doczekać się ciepłych drożdżówek to serce mi rośnie <3 .

Bułeczki z dzisiejszego wpisu pochodzą z książki Elizy Mórawskiej-Kmita o wdzięcznym tytule „Chleb i okruszki”- kupiłam ją jakiś czas temu, bo jednym z moich postanowień na ten rok jest nauka pieczenia chleba w domu i wiem, że nikt mi tego lepiej nie wyjaśni niż Liska z bloga whiteplate.com- jednego z niewielu blogów na jakie zaglądam i których autentyczność nie pozostawia mi złudzeń. Książka jest przepięknie wydana i oprócz wielu pomysłów na chleb zawiera kilka przepisów na słodkie wypieki drożdżowe. Autorka pisze o tych bułeczkach tak – „To jest najlepszy przepis na cynamonowe bułeczki jaki znam, a upiekłam ich już naprawdę sporo”. Od siebie dodałam tylko dość nietypowy lukier- bo moje dzieci tak lubią ;)- połączyłam zwykły lukier utarty z soku z cytryny i cukru pudru z serkiem masacarpone – wyszedł naprawdę pyszny!

Tak sobie myślę, że jeżeli unoszący się w domu zapach świeżo pieczonych drożdżówek jest taki błogi , to zapach domowego chleba na zakwasie z porządnie wypieczoną skórką, to musi  być poezja… Mam nadzieję, że wkrótce się o tym przekonam…

 

Składniki na 9-10 sztuk:

 

Ciasto:

60 g roztopionego masła

30 g świeżych drożdży

170 ml ciepłego mleka

50 g cukru

małe opakowanie cukru wanilinowego

1 łyżeczka kardamonu

jajko roztrzepane w szklance i podzielone na pół

½ łyżeczki soli

400 g mąki pszennej

Nadzienie:

100 g miękkiego masła

1 łyżka cynamonu

50 g cukru

szczypta soli

 

 

Przygotuj ciasto drożdżowe- zacznij od roztopienia masła w rondelku i przelej go do filiżanki. W tym samym rondelku podgrzej delikatnie mleko, i rozpuść w nim drożdże, dodaj cukier, cukier wanilinowy i kardamon. Odstaw na 15 minut.

 Dodaj pół roztrzepanego wcześniej jajka, roztopione masło, sól i mąkę, wyrób gładkie ciasto- powinno być sprężyste i dosyć gęste. Najlepiej gdy zrobi to za Ciebie robot kuchenny.

Przełóż ciasto do miski, przykryj ściereczką i odstaw na około godzinę do wyrastania- powinno podwoić objętość.

W międzyczasie przygotuj nadzienie. Utrzyj mikserem miękkie masło  z pozostałymi składnikami.

Gdy ciasto wyrośnie rozwałkuj je na prostokąt o grubości około 1,5 cm, posmaruj je farszem i złóż tak jak na zdjęciach, następnie ponownie delikatnie rozwałkuj.

Podziel ostrym nożem na 8-10 pasków, każdy z nich skręć  w spiralę, następnie zwiń formując ślimaka. Układaj na blaszce wyłożonej papierem w dość sporych rozstępach. Odstaw na pół godziny do wyrośnięcia.

Piekarnik nagrzej do 180-190 stopni C.

Wyrośnięte bułeczki posmaruj drugą połową roztrzepanego jajka z dodatkiem dwóch łyżek wody, piecz przez 12-20 minut- obserwuj je, żeby nie przypiekły się za nadto.

Jeśli macie ochotę możecie utrzeć lukier tak jak zrobiłam to ja- sok z połówki cytryny utrzyj z szklanką cukru pudru, lukier powinien być gęsty, w razie potrzeby dodaj cukru pudru. Dodawaj po czubatej łyżce mascarpone, aż zużyjesz całe opakowanie (250g)- ucieraj delikatnie łyżką lub w moździerzu.

 

 

 

 

Ciasto odwróć pionowo i ponownie rozwałkuj na prostokąt o grubości około 1,5 cm

 

 

 

 

 

 

 

* * *

Zobacz cały wpis >

Tiramisu w pucharkach

11 listopada 2020


 

Gdyby ktoś mnie zapytał jaki deser robię ostatnio najczęściej to bez wahania odpowiem, że to właśnie tiramisu, na drugim miejscu uplasowałby się nasz ukochany crème brûlée.

Przez ostatnie tygodnie prawie co tydzień w sobotę robię albo jedno albo drugie, a czasami i jedno i drugie ;).

Tiramisu to jak wiadomo włoski klasyk, ale dopiero pierwszy raz w minione wakacje odważyłam się je zrobić tak, że rodowity Włoch byłby ze mnie dumny. Użyłam bowiem całych jajek- zarówno żółtek jak i białek. Do tej pory miałam przed tymi surowymi białkami opór, kombinowałam na różne sposoby by ich uniknąć. Ale mam co najmniej kilka książek poświęconych kuchni włoskiej i w każdej podkreślone jest, że aby tiramisu osiągnęło odpowiednią konsystencję- czyli lekką i puszystą trzeba użyć ubitych na pianę białek. Przełamałam się i nie żałuję <3 Musiałam tylko czaić się przed mężem, żeby nie zobaczył, że dodaję surowe białka do środka, bo znając jego uprzedzenia nawet by nie skosztował choćby był to najlepszy deser w jego życiu. Podstęp się udał, Mateusz powiedział, że lepszego tiramisu nie jadł <3 Później dowiedział się prawdy, przez chwilę pomarudził, ale z każdym następnym razem nie miał oporów by nakładać sobie kolejną dokładkę. Tiramisu przygotowuję w większym naczyniu z pokrywką, układam warstwowo biszkopty i masę, a dopiero po porządnym schłodzeniu nakładam łyżką do kieliszków.

Nie dodaję też przesadnie dużo mocnej kawy- parzę w ekspresie espresso 3x i dolewam mleka.

Robię też tiramisu w formie ciasta, elegancko nakładanego na talerzyki, ale tu mam inne sprawdzone proporcje, którymi podzielę się przy innej okazji.

Klasyczne tiramisu wcale nie zawiera alkoholu, Włosi jedynie okazjonalnie dodają go do tego deseru i przeważnie jest to Amaretto (nie przepadam za jego posmakiem) lub całkiem dobre ale mało dostępne wino Marsala. Ja dodaję zwykle niewielką ilość likieru Baileys lub Krupnik „Słony karmel”- i to jest właśnie to! Bo jak to mówi mój serdeczny kolega – Szef kuchni -  „Ty i te Twoje szczególiki”. Na pytanie o jakie szczególiki mu chodzi mówi „no na przykład ten „słony karmel do tiramisu”. Ale prawda jest taka, że diabeł tkwi w szczegółach ;).

 

 

 

Składniki na około 10-12 porcji deseru:

200 g podłużnych biszkoptów

500 g mascarpone

100 g cukru pudru + łyżeczka cukru wanilinowego (generalnie w przepisach jest więcej)

5 jajek

potrójne espresso jeśli macie ekspres do kawy jeśli nie to około ¾ szklanki mocnej kawy (ok 200 ml)

szklanka mleka (250 ml)

50 ml likieru Baileys lub Krupnik „Słony karmel”

gorzkie kakao do oprószenia

 

 

Przygotować naczynie z przykryciem- ja używam owalnego naczynia żaroodpornego z przykrywką o wymiarach 25cm na 30 cm.

Jajka umyć i sparzyć wrzątkiem na sitku, następnie przelać zimną wodą.

Zaparzyć 3x espresso w eksprsie lub zaparzyć mocną kawę tak by powstało około 200 ml esencji.

Przelać kawę do miseczki lub głębokiego talerza , dolać zimne mleko oraz likier.

W niedużym naczyniu ubić na puszystą masę żółtka z cukrem pudrem i cukrem wanilinowym, dodawać mocno schłodzone mascarpone w kilku turach. Powinien powstać gładki, delikatny krem.

W osobnym naczyniu ubić białka ze szczyptą soli na sztywną pianę. Dodawać pianę po jednej łyżce do kremu mascarpone, bardzo delikatnie mieszać aż do połączenia masy.

Biszkopty zanurzać na sekundę z każdej strony w kawie i ułożyć z nich pierwszą warstwę w naczyniu.

Wyłożyć połowę kremu na biszkopty oprószyć gorzkim kakao, następnie namoczyć w ten sam sposób kolejną warstwę biszkoptów i ułożyć je na kremie.  Wylać kolejną warstwę kremu, wyrównać i oprószyć kakao. Przykryć naczynie pokrywką i schładzać tiramisu przez co najmniej kilka godzin w lodówce.

Nakładać do pucharków lub kieliszków po dwie czubate łyżki tiramisu, dodatkowo prószyć odrobiną kakao.

Przechowywać do dwóch dni w lodówce.

 

 

 

 

 

 

 

 

Zobacz cały wpis >

“Dutch Baby” z serkiem waniliowym, truskawkami i malinami

25 lipca 2020


 

To jeden z tych przepisów, który od dawna miał być na blogu, ale zawsze szkoda mi było czasu na robienie zdjęć, bo Dutch Baby najbardziej smakuje nam na ciepło, tym razem się zmotywowałam i udało się zrobić parę zdjęć zanim wszyscy zeszli się na śniadanie i zanim „naleśnik” zdążył wystygnąć ;). Dutch Baby smakowo przypomina coś pomiędzy ciastem naleśnikowym a ptysiowym, jest bardzo prosty w przygotowaniu, a wygląda efektownie. Świetnie pasuje na leniwe niedzielne śniadanie lub podwieczorek! Przyda się porządna żeliwna patelnia, którą należy najpierw dobrze rozgrzać na palniku, albo w piekarniku. Na tak przygotowaną patelnię wylewamy sklarowane uprzednio masło, a następnie płynne ciasto i całość wędruje do piekarnika. Klarowanie masła nie jest przypadkowe, bo gdybyśmy tego nie zrobili deser miejscowo by się przypalał, bo pieczony jest w temperaturze 220 stopni Celsjusza, a białko zawarte w klasycznym maśle szybko się pali . Deser można podać na bardzo wiele sposobów, ja mam o każdej porze roku inną ulubioną wersję i myślę,  że co najmniej dwie będą jeszcze na blogu. Dziś zapraszam Was na Dutch Baby z waniliowym serkiem homogenizowanym, z truskawkami i malinami.   Zróbcie póki sezon na truskawki jeszcze trwa. Serdecznie polecam!

 

 

Składniki na patelnię o średnicy 30 cm:

2 czubate łyżki masła

3 jajka

1/2 szklanki mleka

1/2  szklanki mąki

szczypta soli

1 łyżeczka cukru z wanilią lub wanilinowego

do podania :

2 małe serki homogenizowane waniliowe

truskawki, maliny

cukier puder do oprószenia

 

Piekarnik rozgrzać do temperatury 220 stopni C (grzanie góra dół )  bez termoobiegu.

Masło roztopić w rondelku. Przelać do małej miseczki, zebrać dokładnie pianę z wierzchu tak by pozostał tylko żółty tłuszcz.

Żeliwną patelnię umieścić na palniku i dobrze ją rozgrzać (można ją zastąpić ceramicznym naczyniem, które rozgrzejemy w piekarniku).

W wysokim naczyniu zblendować dokładnie wszystkie składniki na ciasto- niezbyt długo by ciasto się nie napowietrzyło zbytnio.

Na rozgrzaną patelnię wylać sklarowane masło, następnie ciasto naleśnikowe i umieścić patelnię w piekarniku (patelnia powinna nadawać się do użycia w piekarniku, należy sprawdzić czy nie ma żadnych plastikowych elementów).

Piec około 15-20 minut- aż brzegi będą ładnie wypieczone. Podawać gorące z serkiem homogenizowanym,  świeżymi truskawkami i malinami i  z odrobiną cukru pudru. Świetnie pasuje zarówno na śniadanie jak i podwieczorek lub deser. Smacznego!

 

 

 

 

 

 

 

* * *

 

 

Zobacz cały wpis >

Lemoniada z syropem z kwiatów bzu

29 czerwca 2020


Syrop z kwiatów dzikiego bzu to coś co robię obowiązkowo późną wiosną niezmiennie od kilku lat. Ulubiony dodatek do wody naszych dzieci. Jeżeli robiliście go razem ze mną to polecam przygotowanie pysznej lemoniady. Wspaniale sprawdzi się podczas letnich przyjęć w ogrodzie ! O właściwościach prozdrowotnych syropu możecie przeczytać TUTAJ.

Ps. Syrop świetnie pasuje również do piwa i szampana ;).

 

Składniki :

1 litr zimnej wody niegazowanej (używam filtrowanej wody z kranu- polecam filtr Fit Aqua)

1/2 szklanki syropu z kwiatów czarnego bzu (przepis TUTAJ)

szklanka kostek lodu

sok z połówki cytryny

kilka kółek cytryny z drugiej połówki

kwiaty bzu w sezonie

 

W dzbanku umieścić kostki lodu, kwiaty bzu, kółka cytryny. Wlać syrop, następnie zalać całość zimną wodą. Podawać od razu.

 

 

* * *

 

 

 

Zobacz cały wpis >

Tarta cytrynowa z bitą śmieta

25 czerwca 2020


Bardzo  lubię połączenie tego wyjątkowego nadzienia cytrynowego i bitej śmietany… Przepis na ten jedyny w swoim rodzaju krem dostałam mojej Drogiej Przyjaciółki , która ma swoje cukiernie  „Miód Malina” w Bielsku-Białej i w Chrzanowie. Jeżeli będziecie tylko mieli okazję to spróbujcie koniecznie ciasta cytrynowego, ciast drożdżowych albo ciasta Tiramisu- to moi ulubieńcy !  <3  Ale wracając do ciasta-  krem cytrynowy to perfekcyjny budyń na bazie soku z cytryny z dodatkiem masła i żółtek, trzeba się powstrzymać żeby nie zjeść go całego od razu z garnka 😉 Dla odrobiny elegancji tartę udekorowałam jadalnymi płatkami złota oraz płatkami dzikiej róży <3 Jeżeli macie ochotę możecie ubić więcej śmietanki i pokryć nią cały wierzch tarty 🙂

 

 

 

Składniki na tartę o średnicy 24-25 cm:

na ciasto kruche:

200 g mąki (+mąka do podsypania)

130 g zimnego masła

70 g cukru pudru

1 żółtko

szczypta soli

na krem cytrynowy:

1 szklanka wody

1 szklanka cukru

—————————

1 szklanka wody

1 szklanka soku z cytryny

80 g budyniu śmietankowego (2 klasyczne opakowania bez cukru)

2 żółtka

200 g masła

na wierzch:

400 ml śmietanki kremówki

2 opakowania śmietanfixu

1 łyżeczka cukru wanilinowego + 2 łyżeczki cukru pudru

 

Z podanych składników szybko zagnieść ciasto kruche-ja wrzucam wszystko do malaksera albo do robota planetarnego z końcówką do ciasta kruchego. Zagnieść cisto w kulkę, rozpłaszczyć na placek  i owinąć folią, następnie włożyć do zamrażarki na 10-15 minut. Piekarnik rozgrzać do 200 stopni  C z termoobiegiem lub 220 stopni C bez.

Schłodzone ciasto cieniutko rozwałkować między dwoma arkuszami papieru do pieczenia i wykleić nim foremkę.

Ponakłuwać ciasto widelcem. Nakryć arkuszem papieru do pieczenia, na który wysypać ryż (lub specjalne kulki ceramiczne). Wstawić do rozgrzanego piekarnika. Podpiekać w ten sposób 15 minut, następnie ostrożnie wyjąc tartę z piekarnika i zdjąć papier z obciążeniem. Obniżyć temperaturę do 180 stopni C i piec kolejne 15 minut, aż do zarumienienia się  całej tarty. Wyjąć i wystudzić.

Przyznam szczerze, że ja tym razem piekłam  ciasto bez żadnych obciążników i delikatnie zsunęło się po brzegach i tarta była nieco niższa niż zwykle. Więc jeśli nie jesteście perfekcjonistami to można iść na skróty 😉

Przygotować krem cytrynowy. W rondelku zagotować 1 szkl. wody z 1 szkl. cukru. W osobnym naczyniu wymieszać 1 szkl. wody, 1 szkl. soku z cytryny, 80 g proszku budyniowego oraz 2 żółtka. Ugotować jak zwykły budyń- czyli do wrzątku z cukrem wlać powyższą miksturę i mieszać aż masa zawrze. Następnie zdjąć budyń z palnika, dodać pokrojone na kawałki masło wmieszać je w masę.

Wylać na wystudzony kruchy spód i schłodzić. Śmietankę z cukrem ubić z dodatkiem śmietanfixu (zerknąć na instrukcję na opakowaniu), udekorować nią tartę z wierzchu. Reszta dekoracji wedle uznania 🙂

 

 

 

* * *

 

 

Zobacz cały wpis >

Sernik limonkowy z białą czekoladą

30 maja 2020


 

  Dawno nie robiłam sernika na zimno, a ten chodził za mną już od dawna. Uwielbiam smak limonek, a biała czekolada to moja najulubieńsza :)… Więc pokusa połączenia tej pary była wielka. Choć smak czekolady nie jest bardzo wyczuwalny zaletą jej dodania do sernika jest to, że można użyć mniejszej ilości żelatyny , bo sama czekolada już częściowo usztywni masę po schłodzeniu. Konieczne jest dobre przygotowanie żelatyny- naprawdę znam sporo osób, którym ciasto nie chce się utwardzić, bo nieświadomie przegrzeją żelatynę w mikrofali lub podgrzewając na palniku. Ja używam żelatyny, której nie trzeba namaczać -wystarczy rozpuścić ją we wrzątku jak galaretkę. Również biała czekolada nie znosi wysokiej temperatury- najlepiej rozpuszczać ją w kąpieli wodnej i z niewielkim dodatkiem śmietanki kremówki. Do serniczka świetnie pasuje spód z herbatników pełnoziarnistych i  masła <3

 

 

 

 

Składniki :

na spód:

200g herbatników pełnoziarnistych

100g roztopionego masła

na masę:

1 kg naturalnego twarogu sernikowego w wiaderku

3 czubate łyżki cukru pudru (można dać więcej-najlepiej skosztować po dodaniu czekolady i ewentualnie dosłodzić)

sok z dwóch limonek

skórka otarta z 4 limonek

2 tabliczki białej czekolady (200g)

50 ml śmietanki kremówki

2 łyżki żelatyny (używam z Gellwe)+ około 50 ml wrzątku

propozycja dekoracji:

kawałki limonki, trochę startej skórki z limonki, płatki róż, białe pralinki Lindt

 

 

Herbatniki rozdrobnić blenderem, wlać do nich roztopione masło, wymieszać i wyłożyć na dno tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia, wyrównać- można podpiec w piekarniku rozgrzanym do 180 stopi C przez 10 minut. Herbatniki nabiorą jeszcze lepszego smaku.

W misie umieścić twaróg, cukier, sok z limonki i otartą skórkę. Zmiksować.

W drugiej misce umieszczonej na rondelku z delikatnie gotującą się wodą umieścić połamaną czekoladę oraz kremówkę  i cierpliwie poczekać aż czekolada zmięknie-wtedy wszystko dokładnie wymieszać, aż do powstania gładkiej polewy (miska nie powinna bezpośrednio dotykać wrzątku, ma ją jedynie ogrzewać para wodna). Gdyby zdarzyło się tak, że mimo ostrożności czekolada się zważy wystarczy dodać odrobinę kremówki i mieszając dalej podgrzewać aż czekolada stanie się gładka.

Odmierzyć 50 wrzątku i wsypać żelatynę- mieszać, aż się rozpuszczą wszystkie grudki, gdy tak się stanie wlać strumieniem żelatynę do polewy czekoladowej.

Tak powstałą masę zahartować dwoma łyżkami masy serowej – wystarczy dodać dwie łyżki i wymieszać energicznie. Następnie zmiksować całość i wlać na podpieczony spód, ale przestudzony spód.

Zabezpieczyć tortownicę folią i wstawić na kilka godzin do lodówki. Udekorować wedle uznania :).

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

Zobacz cały wpis >

Leniwe z białego sera, z kwaśną śmietaną, truskawkami i jagodami

18 maja 2020


    To jedno z tych dań, które większość z nas bardzo lubi i dobrze kojarzy. Jednak przy tak prostych przepisach kluczowe jest zachowanie odpowiednich proporcji (a większość z nas robi zwykle leniwe „na oko” i raz wychodzą lepsze, raz gorsze). Przepis, który Wam dziś polecam jest autorstwa Ani Starmach. Znalazł go kiedyś mój mąż, kiedy pod moją nieobecność postanowił zrobić obiad ;).  Są fantastyczne, delikatne- uwielbiamy je. Poleciłam go też kilku koleżankom i stwierdziły, że naprawdę super więc polecam i Wam :). Do przepisu podstawowego Ani podpowiadam Wam mój sposób podania- z kwaśną śmietaną i owocami (najlepsze są leśnymi jagodami, koniecznie wypróbujcie w sezonie- dorzućcie sporą garść jagód na każdą porcję), do tego palone masło i trochę cukru <3.

 

 

Przed przystąpieniem do zagniatania ciasta koniecznie należy ułożyć bukiet w wazonie ;).

 

Składniki na 4 nieduże porcje:

250g białego sera (1 kostka)

1 duże jajko

spora szczypta soli

 2/3 szklanki mąki – około 125g

do podania:

gęsta, kwaśna śmietana 18%

jagody/borówki/truskawki

2 łyżki masła-roztopionego i delikatnie przypalonego

cukier do posypania

 

Zagotować wodę w dużym garnku, posolić. W misce lub głębokim talerzu umieścić wszystkie składniki na ciasto i rozrobić całość widelcem (zostawić odrobinę mąki do podsypywania).  Zagnieść kulę-nie ubijać i zbyt mocno i nie wyrabiać zbyt długo. Na oprószonym mąką blacie uformować dłońmi dwa wałki ciasta o średnicy około 3-4 cm. Kroić ostrym nożem pod skosem-nieduże i zgrabne kluski. Gotować 10 minut na średnim ogniu w osolonej wodzie. Podawać z palonym masłem, łyżką kwaśnej śmietany i owocami (najlepiej z jagodami/truskawkami). Niebo w gębie!

Ps. Można je również obsmażyć delikatnie na złoty kolor- na patelni z roztopionym masłem :).

 

 

 

 

 

 

 

  

Ach ta Wiosna! Jak jej nie kochać…

 

 

 

Zobacz cały wpis >

Ryż zapiekany z jabłkami

29 kwietnia 2020


 

   Oto wersja ryżu zapiekanego z jabłkami z mojego dzieciństwa <3 Ostatnio podzieliłam się z Wami przepisem na ryż gotowany jak risotto- taki jaki znam ze szkoły, dzisiejsza wersja jest taka jaką robi moja Mama, do niej mam jeszcze większy sentyment. Nie mam pojęcia czy ktoś jeszcze je ryż z jabłkami z dodatkiem bitej śmietany, ale ja właśnie taki ryż miewałam od czasu do czasu na obiad w domu- i to był wielki rarytas (może dlatego, że ja lubię wszystko co z bitą śmietaną i do dziś pamiętam jak podkradałam ją z garnka w lodówce, a na ryż nakładałam wielki kopiec).  Moje dzieci również uwielbiają zarówno taki ryż jak i samą bitą śmietanę i mam nadzieję, że gdy będą już dorosłe to będą ten smak wspominać z takim sentymentem jak ja <3  Przypuszczam, że właśnie to danie będzie im się kojarzyło z początkami na naszej działce, bo to pierwszy posiłek (oprócz kiełbasy z ogniska ;)) jaki zjedliśmy  w tym miejscu, a jest rzeczą udowodnioną fakt, że jeśli robimy coś po raz pierwszy zapamiętujemy to wyjątkowo dobrze, zwłaszcza jeśli ma to związek z rozbudzeniem zmysłu smaku i zapachu <3 Połączenie smaku  gorącego ryżu, jabłek, cynamonu oraz subtelny zapach kwitnących jabłoni i skoszonej trawy  to magiczna mieszanka. Serdecznie polecam wypróbować ten przepis <3 Wybaczcie jakość zdjęć jakiś czas temu okazało się, że mój jedyny obiektyw do aparatu nie działa więc wszystkie ostatnie zdjęcia do wpisów są robione telefonem …

 

 

 

Składniki na 5-7 porcji:

3 szklanki mleka

1 szklanka wody

spora szczypta soli

1 szklanka ryżu  

4-5 jabłek (średniej wielkości, najlepiej kwaśne)

1 łyżeczka cynamonu

1 łyżka cukru (użyłam brązowego)

 2 łyżeczki masła

400 ml śmietanki kremówki 30%

1 płaska łyżka cukru pudru

 

 

W garnku o grubym dnie zagotować mleko z wodą, dodać sól i ryż, zamieszać wszystko i gotować na wolnym ogniu pod przykryciem około 20 minut, mieszając od czasu do czasu. Po tym czasie zdjąć pokrywkę i gotować jeszcze 5 minut-tak aby znaczna część mleka odparowała.

Piekarnik rozgrzać do 200 stopni Celsjusza.

Jabłka obrać i zetrzeć na tarce o grubych oczkach, wymieszać z łyżką cukru i łyżeczką cynamonu.

Większą połowę ryżu wyłożyć do żaroodpornego naczynia, rozłożyć na nim starte jabłka, następnie drugą połowę ryżu- wyrównać. Z wierzchu delikatnie oprószyć cynamonem i ułożyć 4 małe kawałeczki masła- po pół łyżeczki każdy.

Zapiekać pod przykryciem około 15 minut, następnie zdjąć przykrywkę i piec kolejne 5 minut, aż do delikatnego zarumienienia się wierzchu (można pod koniec podwyższyć temperaturę lub włączyć opcję grill)

W międzyczasie ubić śmietankę z dodatkiem cukru pudru. Ryż podawać gorący z bitą śmietaną <3.

Danie można spokojnie odgrzewać, często zostaje nam jeszcze na śniadanie. Śmietankę ubijam w pojemniku do którego jest przykrywka i przechowuję w lodówce.  Smacznego :).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zobacz cały wpis >

Różowa Pavlova z borówkami

16 kwietnia 2020


 

Pavlova….Jak jej nie kochać <3 Dziś kolejna odsłona słynnej bezy…. Miałam nie dodawać tego przepisu na blog, bo przecież już tutaj tyle bez, ale pomyślałam, że być może akurat ta zachęci kogoś z Was by po raz pierwszy ośmielić się przygotować swoją Pavlovę w domu i przekonać się, że w sumie to bardzo szybki i prosty deser zwłaszcza jeśli mamy do dyspozycji mikser plaetarny.

Zapytałam dzieci i męża jakie mają „słodkie”  życzenia kulinarne na święta Wielkanocne oprócz babki i mazurka. Wybrali bezę i  desery crème brûlée  ku mojej radości, bo i jedno i drugie też uwielbiam zarówno robić, jak i jeść :). Choć ostatecznie bezę zrobiłam dopiero we wtorek po świętach, żeby nie było na raz za dużo dobrego.

Klasyczną Pavlovę umieszczamy w piekarniku rozgrzanym do 160-180 stopni C, po pięciu minutach zmniejszamy temperaturę do 120 stopni i tak pieczemy przez 1,5-2 godziny- taka beza, szybko podrasta w piekarniku i szybko się rumieni, ma tendencję do mocnego pękania i opadania na środku- i taki jest jej urok, tak ma być. Smakowo nadal jest wspaniała. Ale jeśli zależy nam by beza zachowała nadany kształt, pozostała jak najjaśniejsza, nie popękała i nie zapadła się zbyt mocno lub nie straciła nadanego przez barwnik koloru należy piec ją trochę inaczej. Umieszczamy ją w mocno rozgrzanym piekarniku i od razu zmniejszamy temperaturę do około 90-95 stopni C. Automatycznie czas pieczenia należy wydłużyć do 3-3,5 godziny.  Dzięki użyciu barwnika dokładnie widać warstwy tortu-chrupiąca skorupka, piankowy środek, krem śmietankowy i owoce, których niestety nie miałam zbyt wiele, ale im więcej dodacie borówek, jagód, malin czy truskawek tym lepiej <3.

 

 

Składniki na 8 porcji:

na bezę:

6 białek z dużych jaj

300g białego cukru

szczypta soli

dwie krople różowego barwnika spożywczego- użyłam Wiltona

1 czubata łyżeczka skrobi ziemniaczanej

2 łyżeczki soku z cytryny.

na krem:

500 ml śmietanki kremówki

2 opakowania śmietanfixu

1 łyżeczka cukru wanilinowego/prawdziwa wanilia pod każdą postacią jest oczywiście mile widziana

1 czubata łyżeczka cukru pudru

do podania:

300g-400g borówek amerykańskich /malin/truskawek

 

 

Do białek dodać szczyptę soli i ubić na sztywną pianę (uważać by jej nie przebić przed dodaniem cukru), następnie stopniowo dodawać cukier i ubijać tak długo, aż kryształki cukru nie będą wyczuwalne.  Pod koniec dodać barwnik, skrobię oraz wlać sok z cytryny i miksować jeszcze przez chwilę. Piekarnik rozgrzać do 170 stopni C.

Przygotować blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia.

Przełożyć ubitą pianę na środek blachy i za pomocą sylikonowej szpatułki uformować zgrabną półkulę, a na środku zrobić wgłębienie(będzie miejsce na krem, i beza mniej dzięki temu opadnie)

Włożyć bezę do rozgrzanego piekarnika i od razu zmniejszyć temperaturę do 95 stopni C, następnie piec kolejne 3-3,5 h.

Jeżeli nie zależy nam bardzo na ładnym kształcie, można upiec bezę tradycyjnym sposobem- czyli 5 minut w piekarniku rozgrzanym do 170 stopni, następnie 1-1,5h w 120 stopniach C.

Uchylić piekarnik i w ten sposób wystudzić bezę przez około 2 h, można też ją tak zostawić na całą noc.

Przed podaniem ubić śmietankę ze śmietanfixami, cukrem pudrem i cukrem wanilinowym, wyłożyć na bezę- ja musiałam sama załamać środek tortu żeby zrobić miejsce na krem-bo beza nie opadła wcale. Na wierzchu rozłożyć owoce. Przechowywać w pojemniku na tort w chłodnym miejscu. Na następny dzień beza smakuje równie pysznie, choć może trochę tracić na wyglądzie.

 

 

 

 

 

* * *

 

 

Zobacz cały wpis >

Kremowy ryż z prażonymi jabłkami


 

Nie wiem czy ktoś skorzysta z tego przepisu, może raczej posłuży on jako przypomnienie by zrobić ryż z jabłkami tak po swojemu, ale kto wie…może jest tu ktoś kto podobnie jak ja ma sentyment do tego dania i nie zawsze pamięta jakie powinny być proporcje ryżu do mleka by uzyskać odpowiednią konsystencję. Niektórym na słowa „ryż z jabłkami” robi się słabo, bo przypomina im się niesmaczne danie z przedszkola, inni do których zaliczam się ja mają wręcz przeciwne doświadczenia.  Tak się złożyło, że wraz całą naszą klasą zmienialiśmy szkołę co 3 lata, w czasach podstawówki chodziliśmy do małych wiejskich szkół, gdzie Panie kucharki gotowały naprawdę pyszne rzeczy <3 Pomimo tego, że zawsze miałam pyszny, ciepły obiad w domu to na przykład w czasach klas 4-6 zapisałam się na obiady we wtorki i piątki, bo to były dni, w których kuchnia serwowała jarskie obiady, przeważnie dania na słodko, które od zawsze bardzo lubiłam. W szkole w Iłownicy jadłam najpyszniejszy ryż gotowany na mleku z dodatkiem masła i posypany cukrem- był nawet bez jabłek, a ten smak pamiętam do dziś- z resztą nie tylko ja. Nie wiem jaki był sekret tego ryżu, chyba szczypta magii , bo coś tak oczywistego i prostego było nie do odtworzenia w domu- jeśli chodzi o konsystencję i specyficzny smak. To był gęsty, kremowy ryż, lekko twardawy w środku i żółtawy od masła…Idealny.

Więc kiedy udało mi się przygotować ryż najbardziej przypominający ten ze szkoły, postanowiłam zapisać proporcje i sposób wykonania. Od siebie dodałam prażone jabłka.

Jest jeszcze jeden rodzaj ryżu z jabłkami, który kocham- taki jaki jadłam w domu, zupełnie inaczej przygotowany, ale chyba opiszę go kiedyś w osobnym poście ;).

 

 

Składniki na 4 porcje:

3/4 szklanki ryżu

2 czubate łyżki masła

3 szklaki mleka

szczypta soli

do podania:

2 duże jabłka prażone , cukier, cynamon

 

W garnku o grubym dnie rozpuścić łyżkę masła, wsypać ryż i podprażać go przez minutkę mieszając. Wlać połowę mleka, dodać sporą szczyptę soli, zamieszać i czekać aż się zagotuje na wolnym ogniu, przykryć pokrywką, gotować aż znaczna część mleka wchłonie się w ryż, następnie dodać kolejną porcję mleka. Dalej gotować na bardzo wolnym ogniu pod przykryciem, aż do wchłonięcia większości mleka (trwa to około pół godziny). Na koniec dodać drugą czubatą łyżkę masła i wymieszać.  Podawać z prażonymi lub startymi na tarce kwaśnymi jabłkami, całość posypać cukrem.

*sposób przygotowania tego ryżu jest podobny do robienia włoskiego risotto

 

 

 

* * *

 

Zobacz cały wpis >



 

Wszelkie prawa zastrzeżone. My Sweet World.pl